W tym meczu pewne było jedno… swój dorobek powiększy beniaminek. Albo i dwaj, jeśli zawody zaowocowałyby remisem. Do podziału punktów jednak nie doszło i spotkanie beniaminków wygrał My na Sianie, pokonując SPIE Elbud Gdańsk różnicą dwóch trafień. Nie był to równie przekonujący triumf jak ten z inauguracji, ale liczy się efekt końcowy, a ten Sianowcom pozwolił ponownie wykonać ruch na drodze do realizacji celu, jakim jest kolejny awans. Lepiej spisali się do przerwy. Świetnej dyspozycji nie traci Kamil Kozłowski, który w poprzednim spotkaniu w ciągu zaledwie dziewięciu minut załadował piłkę do siatki aż cztery razy… I na tym nie poprzestał. Dziś natomiast na przestrzeni kwadransa dwukrotnie dawał zespołowi prowadzenie, a po chwili na listę strzelców dołączyli do niego inni i sytuacja Sianowców przekształciła się z dobrej w jeszcze bardziej korzystną. Gdańszczanie ostatniego słowa nie powiedzieli, podczas drugiej części znaleźli się „na styku” z rywalami, lecz kropką nad „i” był gol Macieja Ziarkowskiego, pieczętującego przyznanie kompletu punktów dla My na Sianie.