Interki w drugim z rzędu meczu zagrały na „4” z przodu, lecz efekt był zgoła odmienny od tego z ubiegłej środy. Dzisiaj to nie im przypięta była łatka faworytów i bez towarzyszącej presji poradziły sobie lepiej, w 50. spotkaniu III ligi grupy „A” pokonując SPIE Elbud Gdańsk. Udaremniły w ten sposób próbę ataku rywala na szczyt zestawienia. Po porażce z Galacticos bezsenność dręczyła Sylwestra Romanowskiego, ale tej nocy mógł zasnąć spokojnie, bo pechowa seria została przerwana, choć wymagało to sporego nakładu sił. Nie udało się bowiem wyłączyć z gry Macieja Buchalskiego, strzelca wszystkich goli dla beniaminka, który już w 10. minucie dał Czerwonym przewagę. Odpowiedź ze strony Interek nadeszła parę chwil później. Najwcześniej z drużyny, jakieś 20 minut przed gwizdkiem, na Ogniwie pojawił się Kamil Góra i również on najwcześniej w zespole popisał się podaniem, po którym padła bramka. Piłkę od niego otrzymaną między słupki skierował Wojciech Kinecki, co poskutkowało zniwelowaniem straty. Interki zwietrzyły szansę, znów zaatakowały, niedługo potem kolejna akcja dała im korzyść i prowadzenia nie zostały pozbawione, choć do końca musiały zachować czujność.